Trzy dni w Warszawie

26-10-2025

W poniedziałek  dwudziestego października w Warszawie było słonecznie, ale zimno. Właściwie przez wszystkie trzy dni naszego pobytu w tym mieście pogoda była podobna i pewnie można by powiedzieć, że jest to cecha typowo warszawska. Miasto piękne… ale brzydkie, duże… ale małe, stare… ale nowe. Warszawa jest miastem szczególnym o czym mogliśmy się przekonać podczas naszej wycieczki szkolnej. Naszej, czyli klas 5aTE, 5aT6, 5bT5 i 4cT6 jaworznickiego CKZiU.

Pierwszego dnia dyskretna elegancja Wilanowa mieszała się z chłodem, żółtymi liśćmi oraz słońcem nieśmiało próbującym ogrzać październikowe powietrze. My zaś zwiedzaliśmy zespół pałacowy, który na zlecenie króla Jana III Sobieskiego pobudowano na ówczesnych obrzeżach miasta i który niezmiennie z tym władcą jest kojarzony, choć jak dowiedzieliśmy się, właścicieli tej niezwykłej nieruchomości było znacznie więcej.

Dalej, idąc wciąż tropem naszej zawiłej historii udaliśmy się do Muzeum Powstania Warszawskiego. Miejsce szczególne na mapie miasta i punkt obowiązkowy szkolnych wycieczek, ale przede wszystkim niezwykle ważna lekcja historii. Film, pokazujący miasto tuż po wyzwoleniu, w kilka miesięcy po ustaniu walk powstańczych, unaocznił niewyobrażalną skalę zniszczenia.

Ale Warszawa się odrodziła i jednym  z symboli powojennego odrodzenia, choć zapewne kontrowersyjnym, jest niewątpliwie Pałac Kultury i Nauki. Tam właśnie wybraliśmy się w dalszej kolejności. Taras widokowy na trzydziestym piętrze robi wrażenie, zwłaszcza, że słońce właśnie zachodziło i miasto widziane z tej perspektywy stworzyło obraz szczególnie urokliwy.

Następnego dnia słońce znów zaświeciło w warszawskie okna, choć i tym razem było chłodno, wietrznie i raczej rześko. No ale trzeba było się zebrać wcześnie gdyż oto czekała nas wizyta w budynkach państwowych, a tam nie można się spóźnić. Na ul. Wiejskiej znajduje się zespół budynków, które wszyscy w kraju znają gdyż mieści się tam Sejm RP. Zwiedzanie tego miejsca jest szczególnym doświadczeniem, głównie z powodu dość skrupulatnych kontroli, no ale to zrozumiałe w końcu to tam bije serce ustawodawcze kraju, można spotkać ważnych polityków, nawet rozeszła się plotka, że sam marszałek ma się gdzieś tu pojawić. Niestety, marszałka sejmu nie zobaczyliśmy na własne oczy ale za  to udaliśmy się do pobliskich Łazienek, gdzie majestatycznie przechadzały się królewskie pawie.

Dalej, idąc tropem królewskim, udaliśmy się na plac zamkowy do Zamku Królewskiego. Z zewnątrz budynek wydaje się mało zamkowy, ale gdy się jest już w środku, perspektywa się zmienia. Przenosimy się w czasy króla Augusta Poniatowskiego i ze zdziwieniem odnajdujemy obrazy mistrza Matejki, które w punkt korespondują z opowieścią o powstaniu pierwszej w Europie konstytucji, rozbiorach i balach schyłku królestwa polskiego.

Po tej intensywnej lekcji historii nie ma jak spacer po tak zwanym Starym Mieście, które choć stare wcale nie jest, to jednak na takie niewątpliwie wygląda i co ważniejsze, daje zmęczonemu turyście tę odrobinę spowolnienia, refleksji i zadumy.

Ostatni dzień naszego w stolicy pobytu był nieco mniej intensywny turystycznie. Na początek udaliśmy się na Stadion Narodowy. Po raz pierwszy znaleźliśmy się na prawobrzeżnej stronie Warszawy. Stadion duży, szaro – czerwony, bez murawy i zimny jak Wisła w październiku. Ale rozmiary obiektu robią wrażenie i można sobie wyobrazić prawie sześćdziesiąt tysięcy fanów futbolu, którzy z utęsknieniem czekają na to by zobaczyć strzał życia Zielińskiego czy „główkę” Kiwiora.

No i wreszcie ostatni etap naszej wycieczki, wizyta w Centrum Nauki Kopernik.  Miejsce wymagające myślenia, twórczego podejścia, naukowego spojrzenia. Nie wszyscy zatem czuli się w tej świątyni intelektu jak ryba w wodzie, ale dla usprawiedliwienia dodać trzeba, że artefakty tam pokazywane są dziełem ludzi o nieprzeciętnie wysokim IQ,  zatem już samo obcowanie z taką kreatywnością jest wartością samą w sobie. Szczęśliwie po zakończonym zwiedzaniu czekał nas posiłek, złożony z zupy i dania drugiego, no i pięknie, poza jednym może szczegółem, a mianowicie tym, że jadłodajnia w którem jedliśmy ostatni warszawski posiłek, nazywa się… WIEM.

Z reporterskim pozdrowieniem

Janusz Papaj

Ilość odsłon: 599

wstecz

Kontakt



Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego

 ul. Promienna 65, 43-600 Jaworzno

 sekretariat@ckziu.jaworzno.pl

 32 76 29 100

Używamy ciasteczek. Czytaj więcej.